Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

kwietnia 24, 2017

Król Parku 2017


Wielkopolski Park Narodowy mieszczący się na południe od Poznania obchodzi w tym roku swoje 60-lecie. Z tej okazji OSiR Mosina i Stowarzyszenie "Mosiński Sport" stworzyły niezapomniane wydarzenie jakim były sobotnie zmagania na terenie parku. Do wyboru mieliśmy trasę ultra 60 km, wiodącą przez chyba wszystkie najładniejsze rejony WPN-u, a także dystans krótszy w postaci półmaratonu oraz 10-kilometrowy marsz Nordic Walking.
 Łącznie na linii startu pojawiło się przeszło 500 zawodników, co zadecydowało o kameralnym, a zarazem rodzinnym klimacie tych zawodów.
Biuro zawodów, start oraz meta i wszelkie inne atrakcje znajdowały się na terenie Jezior nad Jeziorem Góreckim, gdzie mieści się siedziba dyrekcji oraz muzeum.

Start był falowy. O 8:30 wystartowali ultrasi, a następnie o 10:30 dołączyła reszta biegaczy oraz zawodnicy NW. Wystrzał startera poprzedziła solidna rozgrzewka zorganizowana w rytm energetycznej muzyki.

Ja wybrałam dystans półmaratoński.
Startu trochę się obawiałam, ze względu iż bardzo dobrze znam rejony Parku. Już nie raz potrafił dać mi w kość przy zaledwie dziesięciokilometrowych zmaganiach. Piaszczyste tereny i ogromna liczba podbiegów mogły okazać się wykańczające na tak długiej trasie, a moje obawy były tym większe, że był to dla mnie swojego rodzaju debiut. Wcześniej tylko dwa razy startowałam w biegu crossowym dłuższym niż 10 kilometrów, w tym jednego nie ukończyłam (15 km, Cross Sierakowski 2015 i 2016).

Kilka zdjęć ze startu:






W początkowym etapie trasa była bardzo płaska i wiodła głównie ścieżkami pomiędzy polami. W ten sposób nijak można było osłonić się przed porwistym wiatrem, a ten był tego dnia naprawdę męczący. Próbowałam trochę zakryć się za plecami panów, jednak nawet to nie pomagało, ponieważ porywy atakowały głównie od boku.
Wystartowałam z pierwszej linii, co pozwoliło mi na kontrolowanie sytuacji wśród Pań. Nie ukrywam, ale marzyłam o podium chociażby w kategorii wiekowej. Na pierwszym kilometrze wyszłam na prowadzenie, a w głowie zaświtała mi myśl że jednak to nie jest rozsądny pomysł. Wszak przede mną jeszcze ponad 20 kilometrów walki wśród pól i lasów. Jednak tego dnia czułam naprawdę wyśmienitą dyspozycję, nogi przed startem same rwały się do biegu, a ja rano obudziłam się ze znakomitym humorem oraz nastawieniem na dobrą zabawę i podziwianie uroków WPN-u. Postanowiłam więc, że po prostu będę biegła swoje bez względu na to co wydarzy się później. W każdym momencie mogłam zacząć słabnąć, przeliczyć się ze swoimi możliwościami czego byłam w stu procentach świadoma, jednak - kto nie ryzykuje... ;)

Trasa mijała nadzwyczaj szybko. Widoki i kontakt z naturą całkowicie odrywały mnie od zmęczenia czy negatywnych myśli. Na około 10 kilometrze miałam już znaczną przewagę, dlatego pozwoliłam sobie na lekkie spowolnienie by w zapasie energii dotrzeć na metę.
Moment w którym pożegnaliśmy się z otoczeniem pól był istnym wytchnieniem od wyczerpującego wiatru. Schronienie znalezione w lesie kumulowało zapas energii, dlatego nawet przy bardzo wymagających wzniesieniach biegło mi się całkowicie komfortowo.

Punkty odżywcze były zlokalizowane na 5, 9 i 15 kilometrze. Ten ostatni ominęłam, ponieważ biegliśmy w sześcioosobowej grupce i ja dreptając jako ostatnia nie załapałam się na napój. :) Jednak już wcześniej zakładałam że ten punkt ewentualnie ominę, ponieważ czułam się znakomicie, a jeszcze bardziej sprzyjała niska temperatura (około 6-8 stopni Celsjusza).
Przy sobie miałam jeden żel energetyczny, jednak zjadłam go dopiero po wbiegnięciu na metę... z apetytu :)

Co ciekawe cały dystans biegło mi się naprawdę wygodnie. Tempo dostosowywałam do swojego samopoczucia, na podbiegach zdecydowanie zwalniałam, zbiegi zaś pokonywałam puszczając nogi i mknąc momentami po 3:45/km (co powodowało już śmierć w oczach :D).


Na metę wbiegłam jako pierwsza kobieta z czasem 1:38:00, a przebiegnięty dystans wyniósł 21,07 km. To dało przyzwoite średnie tempo 4:39/km.

Garmin Connect


Medale oraz koszulki prezentowały się genialnie. Muszę przyznać, ale te dwa projekty zadecydowały o moim starcie w tej imprezie :)
Nie jestem kolekcjonerką medali, ale uwielbiam mieć piękne pamiątki. Swoje zdobycze eksponuję na dużym świecącym wieszaku i oglądając je bardzo lubię wracać wspomnieniami do poszczególnych biegów.



Na mecie czekał na nas oto ten piękny medal, zaś na tyłach budynku zorganizowano namioty gdzie można było schować się przed deszczem, zjeść makaron (w trzech smakach do wyboru, w tym wersja wege) i wypić piwo (mojego ulubionego Żywca).
Dzieci też miały coś dla siebie. Animacje w muzeum czy kolorowa wata cukrowa na pewno umiliły im czas w oczekiwaniu na zabieganych rodziców.

Dekoracja delikatnie się opóźniła, ale sama jej ceremonia wynagrodziła chwile oczekiwania. Na podium oprócz nagrody związanej z parkiem i pięknego pucharu wręczono mi także koronę "Królowej Parku". Było to naprawdę bardzo ciekawe i fantastyczne przeżycie!





Podsumowując!
Dawno nie brałam udziału w tak znakomicie zorganizowanej imprezie biegowo-kijkowej. Wszystko na tip-top, z pełną dokładnością. Na wielki plus kameralny poziom imprezy oraz otoczenie Wielkopolskiego Parku Narodowego. Bardzo się cieszę, że mogłam brać udział w tych zawodach i marzę sobie, by te były zorganizowane ponownie. Na pewno chętnie powtórzyłabym te zmagania!

Część zdjęć dzięki uprzejmości Fotografia Ala Brączkowska (klik).
Więcej zdjęć z imprezy tutaj: klik

Wyniki półmaratonu: half
Wyniki ultramaratonu: ultra










Popularne posty

Copyright © 2017-2018 Bieganie i fizjoterapia , Blogger