Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

czerwca 21, 2017

Podsumowanie wiosny 2017

Fot. Tomasz Szwajkowski
Wraz z III Wroniecką Dychą (19.06.2017) zakończyłam mój wiosenny sezon biegowy. Jaki był? Niezadowalający, ale też nie najgorszy.

Przygotowania do wiosny rozpoczęłam z bardzo dużym opóźnieniem.
Listopadowym biegiem Niepodległości w Luboniu zakończyłam sezon 2016 ustanawiając rekord życiowy na 10 kilometrów – 42:11 i zajmując trzecie miejsce w mojej kategorii wiekowej. Po tych zawodach nastąpił okres trzytygodniowego roztrenowania (dwa treningi po 6km).

Grudzień zaczął się fatalnie – niedoleczone infekcje co chwile wracały, a zimowa aura nie sprzyjała zdrowieniu, dlatego w ciągu całego miesiąca wykonałam zaledwie pięć treningów wynoszących marne 45,5 kilometra. Cały miesiąc był tak naprawdę stracony.
Jedynym dodatkiem do aktywności fizycznej była gimnastyka w formie zajęć na AWF (45 minut) dwa razy w tygodniu oraz tygodniowy obóz narciarski w Białce Tatrzańskiej.
W styczniu kilometraż wzrósł do 113 co i tak było słabym wynikiem przy zaledwie jedenastu treningach. Tutaj zabrakło systematyczności, powrót po półtora miesiąca bez konkretnego biegania był bardzo oporny, a mi brakowało motywacji. Widziałam jakie poniosłam straty i miałam świadomość ogromu pracy który mnie czekał.
Zaletami tego miesiąca była na pewno w ciągu dalszym gimnastyka oraz włączenie regularnego rolowania po treningach. Starałam się też często wykonywać trening uzupełniający – core stability, stretching oraz ćwiczenia z użyciem taśm Thera-band i piłki gimnastycznej. Tę ostatnią bardzo polubiłam w kontekście urozmaicenia stabilizacji tułowia.



Luty przepracowałam już całkiem konkretnie. Najważniejszy w tym wszystkim był powrót motywacji. Niestety pierwsze starty sezonu zbliżały się wielkimi krokami i nie było mi dane wystarczająco się do nich przygotować.
W ciągu 20 treningów przebiegłam 242 kilometry. Objętościowo był to mój najlepszy miesiąc od momentu kiedy zaczęłam biegać. Niestety objętość przejęła górę nad szybkością.
W lutym też pokonałam swój najdłuższy w życiu dystans – całkiem przyjemny trening wybiegania 25 kilometrów ze średnim tempem 4:52. Pamiętam ten trening jak dziś – bardzo się go bałam, a poszedł luźno i miło.





Marzec to miesiąc pierwszych wiosennych startów inaugurujących sezon 2017.
Kilometraż (wraz z dwoma startami) wyniósł 173 km. Od tego też miesiąca zaczęłam jeździć na rowerze, co jako dodatkowa aktywność fizyczna może być podpięta pod trening uzupełniający – przynajmniej ja to tak traktuję.
Pierwszym startem była wyczekiwana 13. Maniacka Dziesiątka znana z szybkiej trasy pozwalającej bić rekordy życiowe. Szczerze mówiąc bardzo się na ten bieg nastawiłam co spowodowało przerost ambicji. Nie byłam przygotowana tak jak sobie to wymarzyłam, a mimo wszystko porwałam się w pogoń za życiówką. Rok wcześniej pobiegłam Maniacką w 42:47. W tym roku po trzech kilometrach po prostu mnie odcięło a ja byłam bliska omdlenia. Ostatecznie marszobiegiem „doczołgałam” się do mety byleby być już na poznańskiej Malcie. Finalny czas 47:31 był dla mnie największą porażką w dotychczasowych zmaganiach biegowych. Ambicje niestety spowodowały wielkie parcie na wynik i prawie dwutygodniowy stres przedstartowy. Stres ten, jak to długotrwały dystres, totalnie mnie wykończył i podejrzewam, iż to był główny powód niepowodzenia.



Drugim startem marcowym był poznański półmaraton. Corocznie termin tego biegu wypadał na kwiecień, niestety teraz był przyspieszony i również do niego nie przygotowałam się na pełen gwizdek. Do samego biegu podeszłam już z większym spokojem aniżeli do Maniackiej Dziesiątki, jednak sam wynik tylko po części mnie zadowolił. W Poznaniu poprawiłam swoją półmaratońską życiówkę która wynosi aktualnie 1:33:07. Wynik ten dał mi siedemnastą lokatę w mojej kategorii wiekowej (K18-29) na 835 sklasyfikowanych zawodniczek.




W kwietniu zeszłam jeszcze bardziej z kilometrażu – nie wiem nawet dlaczego. Łącznie przebiegłam 149 kilometrów w dwunastu treningach i dwóch startach.
W miesiącu tym zaplanowany miałam tylko jeden start – XXXIV Bieg Kosynierów we Wrześni. Jednak jeszcze przed tym biegiem spontanicznie zapisałam się na przełajowy półmaraton Król Parku zorganizowany w Wielkopolskim Parku Narodowym w Jeziorach niedaleko Mosiny. Bieg ten wygrałam z czasem 1:38:00 co bardzo podbudowało moje morale oraz zachęciło do większych starań. Relacja z zawodów do poczytania tutaj - <link>.


30 kwietnia, tydzień po leśnym półmaratonie, wystartowałam na dziesięciokilometrowej atestowanej trasie we Wrześni. Bieg był dla mnie łaskawy ponieważ pomimo luźnego podejścia bez stresu udało mi się nabiegać nową życiówkę – 42:08 – oraz uzyskać piątą lokatę w kategorii wiekowej! Może nie był to nawet kawałek moich marzeń o wiosennym wyniku na tym dystansie, ale cieszył fakt dobrego rezultatu bez spięcia, a za to ze średnim samopoczuciem (ból kobiecych dni).



Maj był najbardziej intensywny „startowo”, za to jeszcze mniej treningowo (105 km). Od 2 maja trzy tygodnie męczyłam się z infekcją – najpierw gardła, na końcu oskrzeli, dlatego pierwsze dwa tygodnie nie biegałam w ogóle, Szpota pobiegłam z marszu, a przed Lwem zrobiłam zaledwie dwa rozruchy. Trzy biegi na trzech różnych dystansach – od pięciu kilometrów do ćwierćmaratonu.
Szpot Swarzędz i kupowanie pakietu od znajomej w ostatnich dwóch godzinach – jeszcze z przeziębieniem uzyskałam na 10km czas 43:49 oraz trzecie miejsce w kategorii wiekowej.
Kolejnie przyszedł czas na jeden z moich ulubionych biegów – Pogoń za Lwem w Tarnowie Podgórnym koło Poznania, w tym roku na dystansie ćwierćmaratonu (10,5km). Bieg szedł opornie, ale ostatecznie z czasem 46:09 stanęłam na najniższym stopniu open kobiet.
Wisienką na majowym torcie był atestowany start na 5 kilometrów – mój drugi w życiu. W mosińskim Biegu Eleganta zameldowałam się na mecie z czasem 20:28, piątą lokatą wśród kobiet i zwycięstwem w kategorii wiekowej. Ten ostatni bieg pokazał mi, że pomimo wysokiej intensywności naprawdę lubię biegać „piątki”.
Całe majowe zmagania bardzo dokładnie opisałam w podsumowaniu miesiąca tutaj - <link>.

Fot. Karolina Krawczyk


Czerwiec to zakończenie wiosennego ścigania. Do aktualnego (21.06.2017) kilometrażu 80 kilometrów dołączyłam dwa starty – przełajowe 5 kilometrów w Lubaszu oraz atestowane 10 kilometrów we Wronkach.
Ten pierwszy bieg mogę zaliczyć do najbardziej udanych w tej części roku – terenowy bieg z przyzwoitym średnim tempem 4:03/km pokazał, że dopiero na koniec wiosny tak naprawdę nabrałam trochę szybkości. Wynik lekko ponad 20 minut dał mi drugie miejsce open kobiet.
Biegiem zamykającym ten rozdział była III Wroniecka Dycha. Z wielkimi boleściami i trudem dotarłam na metę w czasie 44:13 i jako trzecia kobieta open. Całą wroniecką imprezę opisałam w mojej obszernej relacji tutaj - <link>.




Teraz czas na krótkie powiosenne roztrenowanie. Miałam go nie robić i iść dalej za ciosem, jednak postanowiłam, że 8-10 dni odpoczynku zdecydowanie mi się przydadzą. Roztrenowanie jest swoistym ładowaniem baterii z jednoczesnym spadkiem formy. Jednak żeby się rozpędzać trzeba wziąć krok w tył, dlatego daję sobie teraz czas na pełen relaks i mądre zaplanowanie przygotowań do jesiennych zmagań.
Latem wystąpię na pewno w dwóch biegach – 10 kilometrów w Kórniku oraz przełajowe 10 kilometrów w Wielkopolskim Parku Narodowym. Wstępnie planuję też sierpniowy Cross Sierakowski na dystansie 15 kilometrów, jednak decyzji jeszcze nie podjęłam.
Mój kalendarz startów jesiennych jest cały czas w budowie. Sezon chciałabym rozpocząć najpóźniej w połowie września i jak co roku zakończyć go Biegiem Niepodległości w Luboniu koło Poznania.

Podsumowanie okresu grudzień-czerwiec:
  • 907 kilometrów
  • 9 startów
  • dwie życiówki (10 km & półmaraton)
  • 6 podium


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty

Copyright © 2017-2018 Bieganie i fizjoterapia , Blogger