Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

lipca 12, 2017

Anafilaksja, czyli moja historia alergii i biegania


Kiedy bieganie może stanowić poważne zagrożenie dla naszego zdrowia i życia?
Przykładem takiej sytuacji jest moja nieszczęsna dolegliwość – FDEIA.

FDEIA to z angielskiego food-dependent exercise-induced anaphylaxis, czyli anafilaksja zależna od posiłku indukowana wysiłkiem. Najprościej zaś rzecz ujmując to alergia pokarmowa, która objawia się tylko po wysiłku fizycznym.

Aby przybliżyć moją historię cofnijmy się w czasie.

Rok 2015. Piękny majowy dzień, słoneczna pogoda, idealna na obiad na tarasie. Jako fanka owoców morza przygotowałam sobie jedną z ulubionych potraw – spaghetti z krewetkami na maśle z czosnkiem i pietruszką. Niebo w gębie!
Po zjedzeniu odpoczęłam chwilę i po jakimś czasie zaczęłam szykować się na trening. Wyciągam z szafy ubrania i w ręce wpada mi nowa koszulka którą dostałam od siostry, więc czym prędzej zakładam ją na siebie i z dumą wychodzę biegać.
Dzień był jednak dość duszny, a mi biegło się mało swobodnie. Niestety, nagle na trzecim kilometrze zaczęła mnie swędzieć… głowa. Głowa, dłonie, szyja. Zaczęłam się drapać jak oszalała, świąd był nie do wytrzymania. Po kilku sekundach poczułam, że swędzą mnie… stopy. Jak idiotka usiadłam na przystanku autobusowym, ściągnęłam buty, skarpetki i zaczęłam drapać się po stopach. Nie chcę wiedzieć co myśleli mijający mnie ludzie, bo musiało to wyglądać komicznie i tragicznie zarazem.
Zaczynało mi się robić słabo, drapało mnie w gardle, poczułam że skóra na twarzy robi się szorstka, a na kończynach wyszły czerwone bąble. Szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do znajomych by podjechali po mnie samochodem – nie byłam w stanie kontynuować truchtu, a sam marsz był nie lada wyczynem. Do domu miałam na szczęście niecały kilometr, dlatego zaczęłam zmierzać w tym kierunku. Powolny marsz w takim stanie okupiony paniką trwał w nieskończoność.
W domowej apteczce nie miałam nic przeciwalergicznego, na szczęście kolega pojechał szybko do apteki i przywiózł mi wapno. Niestety przyjęcie końskiej dawki nic nie pomogło, a mój stan się pogarszał. Czułam powoli jak zaciska mi się gardło, na pewno panika też robiła swoje, jednak nie mogłam się uspokoić.
Widząc, jak w miejscu wszystkich odsłoniętych naczyń krwionośnych (szyja, pachy, łokcie, pachwiny, zgięcia kolan, stopy, nadgarstki) pojawiają się bardziej rozległe plamy i bąble uczuleniowe podjęliśmy decyzję o wezwaniu karetki. Leżąc tak i obserwując pogarszający się stan nie było innej opcji…

Nie wiem ile czasu minęło zanim karetka przyjechała, jednak był to jedyny słuszny ratunek dla mojej osoby.
Dostałam klasycznego wstrząsu anafilaktycznego w bardzo ciężkim przebiegu włącznie ze spadkiem ciśnienia tętniczego, przyspieszoną akcją serca, dusznościami, zawrotami głowy i tym podobne.
Dożylnie podano mi hydrokortyzon, a z wywiadu wstępnie określono, że przyczyną może być nowa koszulka i jakiś skład materiału, który mógł mnie uczulić. Powiedziałam przecież ratownikom, że co prawda jadłam krewetki, ale jadam je od dawna i nigdy nic się nie stało.

Po tej okropnej przygodzie minęło kilka dni zanim odpoczęłam i miałam ochotę znowu pójść pobiegać.

Nie pamiętam już kiedy wydarzyła się druga analogiczna sytuacja.
Najpierw pyszny obiad z krewetkami, później trening.
Po kilku kilometrach ledwo doczłapałam się do domu, swędziało mnie całe ciało, było mi duszno i znowu dostałam ataku paniki.
Dodatkowo niemiłosiernie bolał mnie brzuch…
Wchodząc do domu od razu pobiegłam do łazienki, tam prawie mdlałam i nie mogłam utrzymać się na nogach. Mama widząc mnie w tym stanie chwyciła tylko za telefon i zawołała karetkę. Dobrze, że ta znowu przyjechała na czas.
Ściskało mnie gardło, na całym ciele miałam wybroczyny, krzyczałam bo ból podbrzusza nie przechodził, a mi było coraz bardziej słabo i coraz gorzej oddychałam.
Trzy wkłucia hydrokotyzonu, dożylnie także no-spa, bo skręcałam się jak dżdżownica leżąc na kanapie.
Rozmawiałam z ratownikami, ale pamiętam to jak przez mgłę. Kontakt ze mną był logiczny, ale bardzo słaby.
W momencie kiedy leki zaczęły działać ja w końcu położyłam się normalnie i od razu zaczęłam usypiać. Ten wstrząs anafilaktyczny był tak mocny, że nie miałam już na nic siły…

Wtedy już wiedziałam, że winowajcą są krewetki. Od tamtego czasu odstawiłam owoce morza, jadłam je może dwa razy w znikomej ilości.
Bardzo je lubię, ale wystarczyły dwa takie epizody bym nad przyjemność jedzenia nadkładała moje zdrowie i życie.

Dopiero po dwóch latach dowiedziałam się co dokładnie mi dolega – jest to bardzo rzadki klinicznie rodzaj anafilaksji która zależna jest od połączenia alergenu pokarmowego z wysiłkiem.
Choć pierwszy przypadek FDEIA opisano już pod koniec lat siedemdziesiątych (incydent anafilaksji, która wystąpiła po spożyciu małży i następnie po podjęciu intensywnego wysiłku fizycznego), to na tę chwilę wciąż bardzo mało jest badań i artykułów naukowych rozwijających tę tematykę. Na portalu naukowym PubMed po wpisaniu frazy „FDEIA” wyskakują nam zaledwie trzy strony artykułów naukowych.

W badaniach prowadzonych na temat tego schorzenia zauważono, iż sam alergen pokarmowy nie wywołuje objawów chorobowych, tak samo jak sam wysiłek fizyczny. Dlatego też po spożywaniu krewetek nigdy nie zauważyłam nic niepokojącego, i podczas pierwszego wywiadu z ratownikami medycznymi o tym wspomniałam.
Niestety dopiero połączenie alergenu z wysiłkiem wywołuje silny wstrząs anafilaktyczny – z tego powodu diagnozy są często błędne, bo pomijana jest ta zależność.
Dlatego FDEIA powinna być rozpatrywana jako zespół kliniczny alergii pokarmowej, gdzie zależą one od dodatkowego bodźca – wysiłku fizycznego – który przyczynia się do wchłonięcia alergenu z przewodu pokarmowego i szybszego rozprzestrzeniania w organizmie.

Co ciekawe, każdy pacjent z FDEIA ma indywidualny próg intensywności fizycznej który wywołuje anafilaksję. Także czas po spożyciu posiłku jest różny – dla jednych będzie to 30 min po posiłku, dla innych 4 godziny. Niektórzy objawy wstrząsu mają dopiero w trakcie odpoczynku po wysiłku.

Warto też zauważyć, iż w badaniach naukowych wyróżniono kwas acetylosalicylowy (aspiryna) jako czynnik zwiększający wchłanianie jelitowe i przyczyniający się do wystąpienia lub nasilenia objawów FDEIA u chorych.
Połączenie alergenu, wysiłku i aspiryny może mieć więc skutek śmiertelny.

W przypadku tej opisanej przeze mnie anafilaksji najważniejsze to obserwowanie własnego ciała. Nawet jeżeli zwykłe orzechy czy mleko nigdy nie wywołały u was reakcji alergennych, to jednak gdy w trakcie lub po wysiłku odczuwamy świąd, ból podbrzusza i inne nietypowe objawy powinny zwrócić waszą uwagę.

Wszystkim dotkniętym czymś podobnym polecam założenie sobie „dzienniczka eliminacyjnego”. Po każdorazowym wystąpieniu objawów alergii przeanalizujmy naszą dietę wstecz (nawet do 72h).
Niestety, ale tak naprawdę tylko dieta eliminacyjna może być skutecznym leczeniem w przypadku anafilaksji i wszelkich innych alergii pokarmowych.

Ja aktualnie wiem, że owoce morza mogą mnie zabić. Także nabiał nie sprzyja mojemu organizmowi, dlatego po spożyciu mleka, sosów śmietanowych, czekolady mlecznej czy lodów na śmietanie odczuwam bardzo intensywny ból podbrzusza w trakcie treningu, zawsze ok 15-20 minuty wysiłku.

Piśmiennictwo:

1.    „Obraz kliniczny anafilaksji zależnej od posiłku indukowanej wysiłkiem”
Praca poglądowa
A. Wolańczyk-Mędrala, W. Barg, M. Nittner-Marszalska, A. Skotny, E. Siwak, E. Zbrojewicz, W. Mędrala
Katedra i Klinika Chorób Wewnętrznych, Geriatrii i Alergologii
Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu

Popularne posty

Copyright © 2017-2018 Bieganie i fizjoterapia , Blogger