Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

października 31, 2017

Debiut na medal - relacja z Zielonka Cross Duathlon 2017


Fotografia Ewa Hermann
Choć mój tegoroczny sezon nie obfituje w świetne wyniki, to i tak z jego końcem mam coraz więcej okazji do radości.
Myślę, że najszczęśliwszym akcentem 2017 roku mogę określić mój debiut w Zielonka Cross Duathlon.

Mam już za sobą pierwszy start w zawodach kolarskich MTB (9. Etap Kaczmarek Electric MTB - Nowa Sól, 03.09.2017) który pokrótce zobrazował mi ściganie się w tej dziedzinie sportu, a jako że bardzo lubię jeździć i biegać, w końcu przyszła pora na duathlon!

O zawodach w Zielonce słyszałam już w zeszłym roku i po malutku planowałam się do nich przygotować. Oczywiście jakoś umknęło mi pół roku, a gdy zdecydowałam o zgłoszeniu na pierwsze duathlonowe próby to okazało się, że… zapisy zostały zakończone z powodu wyczerpania limitu startujących…
Na szczęście z pomocą Organizatorów udało się zdobyć i przepisać pakiet na czas.
Niestety na czas się nie przygotowałam. Od wspomnianego wcześniej wyścigu MTB w Nowej Soli nie siedziałam na rowerze górskim, a i moje treningi biegowe od połowy sierpnia wołają o pomstę do nieba!

Ta sytuacja kazała podejść mi do tych zawodów na totalnym luzie, więc traktowałam je jako nową przygodę i swoją drogą wyznacznik dla kolejnego sezonu, gdzie chciałabym na pewno częściej startować w crossowych duathlonach.

Przygotowania organizacyjne rozpoczęłam w piątek. Szykowanie kasku, odzieży, rękawiczek, żeli.
Jedyny problem, jaki miałam, to brak roweru. I tutaj z pomocą przyszedł sklep strefarowery.pl, dzięki któremu mogłam ścigać się na prawdziwej perełce – ultra lekkim karbonowym Superiorze Team XF 29 Issue Di2 2017. Wypożyczony rower trafił w moje ręce także w piątkowy wieczór, dlatego na tym zakończyłam szykowanie się i ze spokojem mogłam oczekiwać niedzielnego startu.

Wyścig wstępnie zaplanowany był na godzinę 10:30, jednak ze względu na szalejący w weekend porwisty Orkan Grzegorz start został przesunięty na 12:30.

Choć z początku na zawody miałam zamiar udać się pociągiem, to z uwagi na warunki atmosferyczne postanowiłam poszukać samochodowego wsparcia. Z Poznania wyruszyłam po godzinie 10:00 dzięki uprzejmości Łukasza i Jacka – pomoc w transporcie znalazłam wieczór wcześniej przez grupę Wielkopolscy Biegacze. W tym miejscu bardzo dziękuję za okazaną pomoc i miłą podróż!

W biurze zawodów pomocne i wesołe dziewczyny z HernikTeam trzymały rękę na pulsie i z uśmiechem na twarzach sprawnie wręczały pakiety startowe. Znaleźliśmy w nich numery, czip na kostkę, wafle karmelowe oraz piękny zielony buff.

Po odebraniu pakietu przyszedł czas na przygotowanie roweru, ubranie się, krótką przejażdżkę po trasie kolarskiej. Do godziny 12:00 należało wprowadzić rowery do strefy zmian oraz przygotować swoje kosze na akcesoria.
Ostatecznie równo o 12:00 rozpoczęłam delikatną rozgrzewkę, a kilka minut przed startem stanęłam już w gronie rywali.

Fotografia Tomasz Szwajkowski
Ostatnia rozgrzewkowa przejażdżka przed startem

Fotografia Tomasz Szwajkowski
Przygotowywania w strefie zmian tuż przed rozgrzewką

Dystans jaki mieliśmy do pokonania oscylował w granicach:
1.    4,8 km biegu
2.    15 km roweru
3.    2,7 km biegu
Organizatorzy poinformowali jednak o delikatnej modyfikacji trasy biegowej i nieznacznym wydłużeniu obu dystansów.

Pierwszą część postanowiłam pobiec dość zachowawczo, tym bardziej, że był to prawdziwy cross biegnący przez malownicze leśne tereny Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka.
Pierwszy dystans (z zegarka 4,83 km) przebiegłam w 22:59 co dawało mi wtenczas 42 miejsce open oraz pierwsze wśród kobiet.

Kolejnie szybki wbieg do strefy zmian, założenie kasku, okularów oraz zabranie roweru. Wsiąść na niego mogliśmy dopiero po przekroczeniu mat czasowych, dlatego trzeba było chwilkę potruchtać prowadząc go obok. Czas tej strefy to równa minuta.
Teraz przede mną było do pokonania 16 kilometrów w dwóch pętlach po 8km.
Na samym początku postanowiłam zjeść żel, a później sukcesywnie pić (mój ulubiony) malinowy izotonik. Zapasowo w kieszonce skryłam jeszcze jeden żel, jednak zjadłam tylko pół pierwszego.
Z uwagi na środowisko bardzo starałam się schować obie części foliowego opakowania do kieszeni co nawet całkiem sprawnie mi poszło.
Musimy pamiętać o ochronie przyrody, szczególnie podczas zawodów, kiedy duża grupa ludzi eksploatuje naturalny teren leśny!

Pierwsza pętla minęła mi całkiem sprawnie, błoto nie było jeszcze tak mocno rozjeżdżone. Jednak czasowo to druga pętla minęła mi szybciej i zanim się nie obejrzałam już byłam przy strefie zmian.
W tym miejscu muszę podkreślić, że to etap kolarski był moim konikiem.
Podczas niego myślałam, że będę doganiana przez mężczyzn, a było zupełnie na odwrót. Bardzo błotniste szesnaście kilometrów pokonałam w 49 minut co dało mi 28 wynik w etapie kolarskim na 157 startujących zawodników!

Fotografia Tomasz Szwajkowski

Fotografia Ewa Hermann

 Jazdę na rowerze zakończyłam bardzo nagłym zeskokiem przy dużej prędkości. Niestety to w połączeniu z trawiastym zbiegiem prowadzącym przez wąską metalową furtkę skończyło się solidnym uderzeniem w lewe przedramię. Do teraz czuję ból, na szczęście podczas zawodów adrenalina wygasiła moje receptory i nie miałam świadomości jak mocno przyzoliłam w bramkę.
Odłożenie roweru, kasku, okularów i rękawiczek oraz wybieg na ostatni etap zajął mi 39 sekund.

Teraz już przy pomocy danego mi Pilota biegu (jadącego przede mną na rowerze) pozostało mi przeczłapać do mety pokonując jeszcze ponad 3 kilometry.
To okazało się nie lada wyzwaniem. Podczas jazdy błoto w połączeniu z zimnem i wiatrem spowodowało odmarznięcie moich stóp które przestałam czuć. Dodatkowo nigdy nie biegłam bezpośrednio po zejściu z roweru, nie robiłam tak popularnej w triathlonowym świecie „zakładki”, czyli treningu łączącego jazdę z biegiem.
Zaczęłam więc niemrawo, bardzo wolno. Wydawało mi się, że stoję w miejscu a moje nogi wcale nie chcą mnie słuchać. Nagle poczułam też jak bardzo jestem już zmęczona i marzyłam tylko o przekroczeniu linii mety.
Pilot który mnie prowadził musiał się nieźle natrudzić, aby właściwie jechać momentami w miejscu ;)
Podczas pokonywania leśnego podbiegu tempo spadło już do 6:00 min/km, a dopiero kilometr przed metą poczułam w końcu swoje stopy i mogłam wrócić do jako-takiego tempa (ok. 4:20-4:30/km).
Ostatecznie końcowe 3,1 kilometra zajęło mi 14:58. Patrząc na wyniki każdy chyba miał już dosyć ostatniej fazy biegowej ;)

Fotografia Hernik Team
Fotografia Hernik Team



Fotografia Hernik Team
Ostatnie 500 metrów przed metą
Na metę wbiegłam niezwykle szczęśliwa! Dawno nie czułam takiej euforii, a to wszystko za sprawą naprawdę udanej imprezy, bardzo dobrego rezultatu (jak na mój brak przygotowań) oraz zwycięstwa wśród kobiet!
Ostateczny wynik wyniósł 1:28:39 przy dystansie ponad 24 kilometrów.

Po zawodach na terenie leśnego parkingu Zielonka czekało na nas ognisko, kiełbaski na kiju, gorąca zupa i napoje, a także pyszne drożdżówki z rabarbarem.
Odbiór rzeczy i rowerów ze strefy zmian oraz dekoracja i wydawanie posiłków przebiegało niezwykle sprawnie.
To kolejny atut kameralnych imprez, do jakich należy Zielonka Cross Duathlon.

Podsumowując, uważam ten start za najbardziej owocny i szczęśliwy w minionym roku.
Prowadzenie, a ostatecznie wygrana tylko poprawiła moje samopoczucie, pozwoliła uwierzyć we własne możliwości i miejmy nadzieję spowoduje sumienne przygotowywanie się do kolejnego sezonu.
Próba, jaką miała być ta impreza, przekształciła się w bezcenne doświadczenie i podjęcie pewnej decyzji co do kierunku moich planów.


Fotografia Ewa Hermann
W tym miejscu chciałabym podziękować:
- Sklepowi strefarowery.pl przy ul. Głogowskiej 157 (Poznań), za użyczenie mi sprzętu, który spisał się dosłownie na medal (złoty!)

- Organizatorom Zielonka Cross Duathlon za pomoc przy zdobywaniu pakietu, a także za wzorowe przygotowanie imprezy

- Wolontariuszom, pomocnikom, kibicom, którzy przyczynili się do niezwykle przyjaznej i wesołej atmosfery pomimo ciężkiej pogody

- Fotografom – Tomaszowi Szwajkowskiemu, Ewie Hermann, ekipie HernikTeam i innym, którzy uwiecznili nasze zmęczone i brudne, lecz szczęśliwe buzie. Dziękuję za użyczenie zdjęć do napisania tej relacji

- ALE Active Life Energy - za energetyczny zatrzyk w postaci żeli, izotoniku oraz wsparcia na co dzień

- Jackowi i Łukaszowi - za pomoc w transporcie i pozytywną atmosferę

Popularne posty

Copyright © 2017-2018 Bieganie i fizjoterapia , Blogger